Było popołudnie 1 listopada 2011 roku, kiedy nad Warszawą pojawiły się dwa myśliwce F-16. Ich dźwięk nad głowami nie zwiastował niczego dobrego. Jak się wkrótce okazało – nie były to manewry wojskowe, a asysta samolotu z dwustu dwudziestoma pasażerami na pokładzie. Powód? Awaria podwozia. Za chwilę na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina miały rozegrać się sceny mrożące krew w żyłach. Polska wstrzymała oddech, pasażerowie zamarli w bezruchu w pozycji bezpiecznej, a pilot samolotu – kapitan Tadeusz Wrona – dał z siebie wszystko, by posadzić maszynę bezpiecznie na płycie lotniska.

Sprawdź szczegóły w programie telewizyjnym kanału National Geographic

Pamiętny lot nr 016 odbywał się na trasie Newark-Warszawa. Maszyna po 8 godzinach od startu z lotniska Newark-Liberty miała wkrótce lądować, a 220 pasażerów już obserwowało z góry Warszawę. Wtedy właśnie na pokładzie zapanowała nerwowość, a przez okna samolotu widać było wojskowe myśliwce. Niepewność i ciekawość zaczęła przeradzać się w niepokój i strach. Gdy samolot krążył nad Warszawą, piloci myśliwców potwierdzili przypuszczenia załogi – podwozie ogromnego Boeinga-767 nie wysunęło się, a to zwiastowało tylko jedno – twarde lądowanie. By w ogóle mogło do niego dojść, pilot musiał najpierw zrzucić paliwo, które pozostało jeszcze w bakach. W innym przypadku manewr byłby zbyt ryzykowny, a uderzenie w ziemię mogłoby spowodować wybuch.

Do tej pory nikt nie próbował posadzić tej ważącej 179 ton maszyny w ten sposób, ale piloci nie mieli innego wyjścia. Samolot musiał znaleźć się na ziemi – z podwoziem lub bez. Gdy wśród pasażerów niepokój narastał, maszyna stopniowo opadała, aż w końcu dotknęła swoim brzuchem gruntu. I choć wydawać by się mogło, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, wciąż istniało ryzyko wybuchu pożaru na skutek tarcia ogromnej, ciężkiej i rozpędzonej maszyny, która sunęła po betonowej płycie lotniska oddzielona od jego powierzchni jedynie warstwą piany. Przyszedł czas na szybką ewakuację. Ponad 200 pasażerów musiało jak najszybciej opuścić maszynę. Sytuacja stała się przerażająca, kiedy w kabinie pojawił się dym. Jak miało okazać się za 90 sekund – wszyscy bezpiecznie opuścili pokład. 220 pasażerów i 11 członków załogi wyszło z boeinga bez szwanku.

Kapitan Wrona w ciągu kilkunastu minut stał się bohaterem narodowym, uwielbianym przez tłumy. Ale niezależnie od wielkiej radości, trzeba było przeprowadzić dochodzenie wyjaśniające, jak doszło do sytuacji, w której samolot musiał awaryjnie lądować. W trakcie prowadzonych czynności okazało się, że problem z hydraulicznym podwoziem zdiagnozowano zaraz po wylocie z Newark, o czym zaalarmowały załogę systemy pokładowe. Wtedy jeszcze nic nie zwiastowało nadchodzącego zagrożenia, bowiem Boeing-767 ma drugi – elektryczny system wysuwania podwozia, z którego planowała w Warszawie skorzystać załoga. Sytuacja skomplikowała się, gdy okazało się, że i ten system zawiódł… Dlaczego? To ustalono już na ziemi. Przyczyna była prozaiczna – bezpiecznik, odpowiadający za elektryczny system wysuwania podwozia, był po prostu wyłączony…

Historia lotu 016 rozpoczyna nową serię National Geographic „Loty wysokiego ryzyka”, w której zobaczymy także inne lotnicze incydenty. Autorzy programu pokażą m.in. nagrania z telefonów komórkowych pasażerów, które pozwolą nam poczuć atmosferę na pokładzie, kiedy podczas lotu coś poszło nie tak.

Loty wysokiego ryzyka – premiera pierwszego odcinka z awaryjnym lądowaniem kpt. Wrony w poniedziałek 5 listopada o godz. 22:00 na kanale National Geographic, powtórki 6 listopada o godz. 11:00, 7 listopada o godz. 17:00, 8 listopada o godz. 23:00 i 10 listopada o godz. 10:00.

Źródło: FOX Networks Group

Share and Enjoy !

0Shares
0 0